wtorek, 9 lutego 2016

Rozdział 3 (9 luty 2016 r .) Z powrotem w domu

Rozdział 3- Z powrotem w domu 
Hejka udało mi się wejść na chwilę na kompa więc dodaje nowy rozdział . Mam nadzieję , że Wam się spodoba i to w sumie tyle .
Do przeczytania w przyszłości 
                               Oleverd 
CZYTAM=KOMENTUJĘ  
**********************


        I tak minął mi tydzień obserwacji szpitalnej po czym wyszłam ze szpitala . Na razie idę do domu Haymicha i jego dziewczyny Effie (tak to jego dziewczyna ) gdyż potrzebuję ich pomocy . Po paru minutach siedzę w kuchni w raz z Effie i czekam aż Haymich wróci z Ćwieka .
- O kogo moje oczy widzą ! Przyszłaś po butelkę dobrego bimbru ? Cześć Effie !- krzayczy z progu były mentor 
- Też niezmiernie cieszę ,że cię widzę ! A tak na serio mam do ciebie sprawę -tłumaczę i dodaję - Effie nie pogniewaj się ale czy mogłabyś ? 
- I tak miałam iść do sklepu więc nie ma problemu - oznajmia i wychodzi 
- Więc zamieniam się w słuch - tłumaczę mu pomysł na książkę w której moglibyśmy napisać o Igrzyskach ,Rewolucji i poległych oraz jak to wszystko mogło by wyglądać . Po zastanowieniu Haymich odpowiada - Zobaczę co da się dla ciebie zrobić . 
- Dobrze 
- A tak w ogóle jak z Peetą - już mam odpowiadać gdy krzyczy 
- Co ze mną ? 
- Nic rozmawialiśmy jakie to dobre jest twoje nowe ciasto ze śliwkami 
- Cieszę się , że smakuje - odpowiada i stawia torby z zakupami dziewczyny mentora 
- To ja już może pójdę , muszę coś upolować i ugotować coś na jutro - wszyscy patrzą się na mnie jakby ducha zobaczyli - No co ? Trochę umiem gotować jakąś zupę czy kotlety . - Wyjaśniam i idę w stronę lasu po drodze tylko wstępuję do domu po łuk i strzały oraz na ćwiek .Jak na razie polowanie idzie mi w miarę dobrze ustrzeliłam trzy króliki dwie wiewiórki . Czekam jeszcze na indyka dla Sae . Ale i on długo nie cieszył się jeszcze życiem . Po polowaniu odpoczywam  w miejscu dawnych spotkań przed polowaniem moim i Galea . Zaczynam  rozmyślać . Las ... mój azyl miejsce związane z dobrymi jak i złymi wspomnieniami . Właśnie zastanawiam się jak by wyglądało Panem gdyby bieg zdarzeń był by trochę inny , lecz przerywa mi dobrze znany lecz znienawidzony głos: 
- Cześć Kotna , co ty tu robisz ?- pyta
- Jako Kosogłos już nawet obiadu nie mogę upolować a przy okazji trochę poćwiczyć? W sumie nigdy nie wiadomo kiedy trzeba będzie zastrzelić kolejnego prezydenta - odgryzam się i z wielką satysfakcją kieruję się ku Wiosce Zwycięzców . Po kilkunastu minutach marszu nagle dopada mnie stado zmieszańców . Długo się bronie lecz nic to nie daję . Gdy mam już '' umierać'' dzieje się coś dziwnego ....